14. CHARLIE PARKER: PTAK Z SZEROKO ROZPOSTARTYMI SKRZYDŁAMI

Drugi felieton z serii jazzowej (zapewne już zauważyliście stałą rytmikę ukazywania się „Podróży…”: dwa teksty dotyczące jazzu, następnie dwa traktujące o muzyce klasycznej) miał opowiadać o bluesie. I choć jest już gotowy to zmieniłam zdanie.
Pisząc o dwóch panach C., miałam świadomość, że o innych mistrzach jazzowego saksofonu będę musiała jeszcze napisać. Zwyczajnie nie można ich pominąć! Nie sądziłam jednak, że nastąpi to natychmiast. Przyczynkiem mojej frustracji stał się nikt inny tylko sam Charlie Parker, słynny „Bird”. Nie zacznę jednak od jego milowych osiągnięć w nowatorskiej grze na saksofonie, od wszystkich innowacji, które doprowadziły do narodzin w latach 40. ubiegłego wieku jazzu nowoczesnego. Zacznę od bólu, choroby, strachu, które doprowadziły do jego przedwczesnej śmierci.
Zastanawialiście się czasem, czego najbardziej wam w życiu brakuje? Za czym tęsknicie, co chcielibyście jeszcze zdobyć, osiągnąć, a z jakiś indywidualnych przyczyn nie możecie? No właśnie… Charlie Parker miał to, czego niejeden mu zazdrościł – talent!!! Nie można go kupić za żadne pieniądze. Nie można wypracować nawet katorżniczym działaniem. Nawet ukraść się nie da 🙂 Jak jednak często zdarza się, że ludzie z wielkim talentem nie radzą sobie w życiu. Nie dbają o relacje międzyludzkie, o zdrowie. Przygnieceni różnorodnymi problemami, często związanymi z krytyką ich przedsięwzięć twórczych, dochodzą do ściany. Próbują w ostateczności targnąć się na własne życie. Ileż takich przykładów w historii można znaleźć?
Charlie Parker jest jednym z nich. Choć ostatni okres jego życia zapowiadał się obiecująco, obfitował w sukcesy, np. na festiwalu w Paryżu i koncertach zarówno w Europie, jak i Kanadzie, to nie zmieniło podejścia samego Bairda do sposobu życia. W 1954 roku dwukrotnie próbował popełnić samobójstwo. Jak w wielkiej trzeba być depresji, żeby tak postąpić? Ostatnie występy publiczne Parkera miały miejsce w klubie „Birdland”. Wśród towarzyszących mu muzyków byli: kontrabasista Charles Mingus i pianista Bud Powell. Zaledwie kilka dni później odszedł do lepszego świata, mając zaledwie 35 lat.
Biograf Birda (Stanley Crouch) wiele miejsca poświęca ciemnym stronom jego życia. Sądzę, że to dobrze, gdyż wiele zdarzeń, a także muzycznych odkryć tego wspaniałego saksofonisty nie miałoby jasnego i logicznego wytłumaczenia w oderwaniu od życia prywatnego. Charlie Parker był niewątpliwie człowiekiem skomplikowanym. Bulwersujący w zachowaniu, uzależniony od alkoholu i heroiny ekscentryk z jednej strony, a z drugiej zdyscyplinowany intelektualista. Zdawałoby się dwa oblicza nie do pogodzenia, ale czyż tak nie postrzegamy umysłu geniusza?
Bardzo się burzę, słysząc w mediach komentarze tyczące się jakiś zupełnie zwyczajnych, nawet bladych produkcji muzycznych, że są… genialne!? I pytam samą siebie, w czym ten geniusz się jawi? Przymiotnik ów po prostu jest nadużywany lub stosowany nie do końca świadomie. A prawdziwych siłaczy intelektualnych jest naprawdę niewielu. Tym bardziej korzystajmy z ich myśli i działań.
Charlie Parker był przede wszystkim czarnym artystą żyjącym i tworzącym w społeczeństwie ludzi białych. W połowie XX wieku było to arcytrudne zadanie. Może uzależnienia odrywające człowieka od rzeczywistości były tym „odtruwającym”lekarstwem? O, ironio!
Czas na muzykę. Dzieło życia „Ptaka” z szeroko rozpostartymi skrzydłami. Artysty przez całe życie podążającego w kierunku światła. Jak Ikar…
                                                                                                                                                   Wasz refleksyjny instruktor
 

Udostępnij

Share on facebook
Facebook
Skip to content