Powieść w odcinkach

w odcinkach
JAN WITASZEK
AKCJA "ZBÓJNIK OPIEKUN"

1. ZATARTE TROPY
2. WROTA CZASU

W setną rocznicę wybuchu III Powstania Śląskiego Dom Kultury w Ligocie, na swej stronie internetowej, zaczyna publikację w odcinkach mojego nowego cyklu przygodowo-historycznego pt. Akcja „Zbójnik Opiekun”, w którym nawiązuję do wydanej w roku 1929 powieści  Jana Jakuba Kowalczyka – stryja mej Matki – pt. „Zbójnik Opiekun“. Powieść ta przed wojną cieszyła się na Śląsku dosyć dużym powodzeniem. Cykl Akcja „Zbójnik Opiekun“ składa się z czterech części: „Zatarte tropy”, „Wrota czasu”, „W potrzasku” i „Świt”. Opowiada o zmaganiach

Górnoślązaków z pruskim władztwem, zaczętych chłopskimi buntami na przełomie XVIII i XIX wieku, a zwieńczone zwycięskim III Powstaniem Śląskim. Wydarzenia rozgrywają się na Ziemi Pszczyńskiej i Rybnickiej oraz przyległych, zaś łańcuch czasami nieprawdopodobnych przygód inauguruje na pozór błaha awaria rurociągu wody skutkująca zalaniem piwnic domu jednego z bohaterów. Zachęcam czytelników do lektury kolejnych odcinków mojej powieści.

                                                                                                          Jan Witaszek

2. WROTA CZASU
1. ZATARTE TROPY

ODCINEK 8

Rozdział dziewiąty               Po późnym obiedzie powróciłem do przeglądania rodzinnych albumów kapitana. On zaś zdjął z szafki przywieziony z Szeroki obrazek. – Spróbuję coś z nim zrobić. Przede wszystkim wyjmę z ramki, żeby stwierdzić w jakim jest stanie? Wtedy może i ty mi coś doradzisz? Ale póki co,

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 7

Rozdział ósmy               Późnym popołudniem, na zakończenie poobiedniego lenistwa, mój kompan rzucił wreszcie hasło: – Zabierajmy się za srebro! Myślę, że ostatecznie przekażemy je Muzeum Górnośląskiemu w Bytomiu lub Muzeum w Pszczynie, ale to na razie melodia przyszłości. Przecież się nie pali. Teraz zaś, póki co, mamy je

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 6

Rozdział siódmy               Piątek zaczął się pechowo. Jak zwykle, wczesnym rankiem wyruszyliśmy w drogę. Zaledwie jednak motocykl minął mostek na Kłodnicy, zaczynając stromy podjazd, silnik kichnął i zgasł. Po sprowadzeniu WSK-i ze stromej ścieżki na równy teren, można było ją zawrócić i popchać z powrotem na podwórze. Na

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 5

Rozdział szósty               Wieczorem wróciłem do przerwanej lektury rękopisu wspomnień Litery. Otwartymi na oścież oknami wpadało rześkie, oczyszczone burzą powietrze. Aż wprost przyjemnie się oddychało! W manuskrypcie zaś trafiłem wątek nie wykorzystany w powieści: Późną jesienią lub nawet początkiem zimy, nie wymieniony z nazwiska Matias, podjął się przerzutu

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 4

Rozdział piąty               Po kolacji, w nie najlepszych nastrojach, siedliśmy na tarasie. Prawdę powiedziawszy, czuliśmy się podle. Zaledwie rozpoczęte poszukiwania wypadało kończyć. Trudno bowiem było się spodziewać pomyślnego rozwoju wydarzeń w sytuacji, gdy przed niemal dwudziestu laty wyprzedzili nas spragnieni technicznych nowinek czerwonoarmiści. Wobec oczywistych faktów, nie było

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 3

Rozdział czwarty               Jak za pierwszej bytności, znowu rozgościłem się na dużej werandzie, z wyjściem na obszerny taras w ogrodzie. Huck również tu przytaszczył swe polowe łóżko, byśmy byli razem. Tak było wygodniej. Przynajmniej nic nam nie przeszkadzało w nieskrępowanym snuciu planów na najbliższe dni. Leżąc wygodnie na

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 2

Rozdział trzeci             Dochodziła kresu sobota pierwszego dnia sierpnia. Po południu wróciłem z kolejnej wyprawy z archeologami. Tym razem jej celem był kurhan pośród sosnowego lasu nad jeziorem. Przy okazji, zupełnie przypadkowo, udało nam się również odnaleźć skarb z okresu rzymskiego, w czym i ja miałem duży udział. Siedząc

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 1

Rozdział pierwszy               Ze snu wyrwał mnie sygnał telefonu. Głośno przez moją komórkę wygrywany fragment „Marsza tureckiego” wreszcie spełnił swe zadanie. Wprawdzie najchętniej bym cisnął natrętnym urządzeniem o ścianę – cóż, kiedy pensja skromnego urzędnika nie pozwalała  na luksus zbyt częstej wymiany komórki. – Zarzyna, słucham – rzuciłem

CZYTAJ DALEJ
JAN WITASZEK
SAGA WARCISŁAWA

1. ŁAPACZE
2. SPISEK
3. WYPRAWA
4. ŚLĘŻA

Miły Czytelniku!

Składam w Twe ręce cykl przygodowy, zatytułowany Saga Warcisława, póki co składający się z czterech części, z życzeniem, aby wspólna wędrówka z bohaterami Sagi poprzez jej karty sprawiła Ci radość oraz dała chwile wytchnienia od tak bardzo absorbującej nas codzienności.

Autor

Jan Witaszek – Ligocianin, pasjonat historii regionu, zwłaszcza rodzimej Ligoty oraz Panewnik. Autor cykli powieściowych: Saga Warcisława i Akcja „Zbójnik Opiekun”, których bohaterowie przeżywają niesamowite przygody na terenie Ligoty, Panewnik i innych obszarach Ziemi Pszczyńskiej w czasach dawnych i współczesnych. Konsultant historyczny przy powstawaniu monografii „Zarys dziejów Ligoty i Panewnik od zarania do czasów współczesnych”. Od 2009 roku współpracuje z Miejskim Domem Kultury „Ligota” między innymi pisząc artykuły do biuletynu „Coolturniak”. Sporadycznie publikował również w „Kronice Katowickiej”, „Pszczyńskim Niezależnym Orędowniku Kulturalnym” oraz w jastrzębskim „Biuletynie Galerii Historii Miasta”.

4. ŚLĘŻA
Napis Jan Witaszek - "Saga Warcisława. Ślęża"; powieść w odcinkach

ODCINEK 10

Wieczór z wolna ogarnia ziemię i tylko patrzeć, a zapadnie noc głucha, dając wreszcie wytchnienie po całodziennym znoju. Ale i też udało się zrealizować zamiar dotarcia na Drażkowe odrzysko w ciągu jednego dnia. Płynąc blisko brzegu, gdyż tutaj nurt jest najbardziej leniwy, mijamy nieszczęsny Gniewoszów, ostatnimi czasy tak często nękany

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 9

Część czwarta Powrót Klap, klap, klap – stukają kopyta, z każdym krokiem wierzchowców zbliżając nas do celu, a ten jest nieomal na wyciągniecie ręki, bowiem przed nami masyw Ślęży zamyka prawie cały horyzont. Wczorajszym wczesnym rankiem wyruszyliśmy z byłej zbójeckiej doliny, rozpoczynając powrotną drogę. No, może w wypadku Gniewka nie

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 8

Jaskrawa błyskawica rozjarza mroczne niebo, zaś w chwilę później huk gromu niesie się ponad górami, odbitym echem długo dudniąc w dolinie. Przyspieszam kroku, chcąc jeszcze przed ulewą zdążyć do gródka. Wczesnym rankiem ze Stoisławem wyruszyłem do naszego obozu nad potokiem, aby zabrać pozostawione tam zapasy żywności. Wprawdzie w zbójeckiej spiżarni

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 7

Część trzecia „Zbójeckie gniazdo” Jakiś czas temu słońce minęło zenit. Na błękitnym i dotąd bezchmurnym niebie, daleko na zachodzie, ponad wałem gór porośniętych dziewiczym borem, pojawiły się pierwsze białe chmury popędzane podmuchami niezbyt silnego, zachodniego wiatru, który ruszył przed około dwiema godzinami. Przyjmuję to z ulgą, gdyż teraz mogę przynajmniej

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 6

Karw przeklęty! Warciej się ruchaj![1] – Bat ze świstem przecina powietrze, by wylądować na mym grzbiecie. Wprawdzie ułamek sekundy wcześniej kulę się odruchowo, ale i tak marny z tego pożytek. Ostry ból przeszywa plecy, zaś w oczach aż ciemnieje z wściekłości. – Poczekaj gnojku! – mruczę pod nosem – Jeszcze

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 5

Część druga W cieniu świętej góry Dobiegał końca kolejny dzień mozolnej żeglugi w górę biegu dosyć już wąskiej rzeki. Jakiś czas temu słońce zapadło za widnokręgiem, najwyższy zatem czas zacząć się rozglądać za dogodnym miejscem noclegu. Ale i też cel wyprawy jest nieomal na wyciągnięcie ręki, bowiem horyzont od południa

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 4

Nie trudno przewidzieć, że nazajutrz przesypiamy ranek. Ba, prawdę powiedziawszy, to również i całe przedpołudnie. Budzę się, gdy słońce stoi w zenicie. Gniewko jeszcze śpi, pochrapując cicho. Budzę druha, ściągając zeń derkę. – Dosyć barłożenia! Wstawaj Gniewku! Najwyższy czas, już południe. Przeciąga się, aż mu w gnatach chrupie. Po zrzuceniu

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 3

Nazajutrz, nieco przed południem, opuszczamy sadybę Bożydara. (Jeszcze przed wyruszeniem rozdzieliłem zawartość Swenowej skrzynki na trzy części. Jedną dostał Dobko, jako swój udział w zdobyczy. Część Gniewka i moją postanowiliśmy zostawić na miejscu. Niechaj poczekają do naszego powrotu ze Ślęży. Byłoby może i nawet niebezpiecznie tyle dobra ze sobą taszczyć.

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 2

Minęły dwa dni od opuszczenia Stuborowych dziedzin, lecz bynajmniej nie odpłynęliśmy od nich zbyt daleko. Pierwszego dnia żeglugi, wczesnym popołudniem, dla odpoczynku stanęliśmy na odrzańskiej wyspie. Wypadało sobie przygotować porządny posiłek. Od pewnego już czasu odczuwałem ból w plecach, szczególnie dokuczliwy podczas wiosłowania. Gdy więc złowiony szczupak zamieniał się w

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 1

Część pierwsza Z nurtem rzeki Parny dzień drugiej  dekady czerwca – czerwieniem zwanego – dochodził swego kresu. I chociaż słońce chyli się już nisko ponad borem, grzeje jeszcze wcale niezgorzej. Leżę wyciągnięty na trawie pod rozłożystą olszą, która zapuściła korzenie na skraju zagajnika porastającego jedną z rozlicznych odrzańskich wysp. Przymrużywszy

CZYTAJ DALEJ
3. WYPRAWA

ODCINEK 10

Zapowiada się piękny dzień. Słońce dopiero co wychynęło zza gór na bezchmurne niebo. I chociaż bór jest jeszcze pełen wilgoci po nocnej burzy i dżdżystym dniu, to jednak ciepłe powietrze, które nadciągnęło od południowych nizin, zapewne wnet się z nią upora. – Ochrzcił nas święty Jan, nie ma co! –

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 9

Wstał poranek letniego przesilenia. Po śniadaniu niebo się zachmurzyło. Myślałem, że zacznie padać, jednak po jakimś czasie zwarta dotąd opona burych chmur zaczyna się przerywać i poprzez dziury prześwieca słońce. Około południa po niebie wędrują już tylko kłębiaste cumulusy, od czasu do czasu przysłaniające słońce. Od śniadania trwamy w pogotowiu.

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 8

Zabulgotała wrząca woda. Prysnęło w żar. Sypię do wrzątku Gniewkowego ziela i po chwili odstawiam kociołek pomiędzy trzy kamienie chroniące go przed wywróceniem. Na stalowo – szare niebo, rozświetlone na wschodzie poranną zorzą, lada moment wzejdzie słońce. Bór porastający zbocza wydaje się być czarnym. Wystarczy wszakże, aby słońce wychynęło spoza

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 7

Po sutej wieczerzy długo radzimy, co w zaistniałej sytuacji czynić nam wypada? Ucieczka Wyszomira nie wróży niczego dobrego. Nie ma zatem sensu zbyt długo popasać w Tomirowym gródku, który w wypadku niepomyślnego rozwoju sytuacji, może się dla nas okazać pułapką. Dla Lubora oraz jego ojca najlepszym rozwiązaniem jest jak najszybsze

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 6

Nad zamglonymi górami zaczyna wstawać blady świt, gdy Lubor zjeżdża z drogi, kierując wóz wprost na jakieś krzaki. Konie przystają przed przeszkodą, lecz zachęcone przez woźnicę – może niezbyt elegancko – ruszają przed siebie. Padłszy na dno wozu, unikam oberwania w twarz zapewne niejedną gałęzią. Cóż on wyprawia? Oczu chce

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 5

Zaledwie głęboki dotąd mrok nocy zaczyna się zamieniać w szarówkę wstającego dnia, jesteśmy na nogach. Po spożyciu gorącego śniadania, zostają ustalone dyżury na „oku”. Tym razem równocześnie będzie dyżurowało dwu czatowników, żeby w razie potrzeby, o rozwoju sytuacji miał kto powiadomić kompanów pozostających w obozie. Bardzo nam się bowiem nie

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 4

Zrywamy się z posłań, chociaż jeszcze mrok spowija ziemię. Spakowane plecaki stoją w kącie. Gościmiła zaczyna się krzątać wokół śniadania, my zaś jeszcze w półmroku wstającego dnia podążamy na świętą górkę. Chłopaki chcą koniecznie wziąć udział w modłach o świcie, aby u Swaroga wyprosić powodzenie naszych zamierzeń. Z tej też

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 3

Słońce chyli się już ponad borem. Do końca dnia zostało już niezbyt wiele czasu. Z Mirkiem i Zbyszkiem tkwimy w siodłach u przeprawy przez Kłodnicę, tęsknie wyglądając powrotu Gniewka z wyprawy do Plessa. Powiódł się nasz zamysł, czy też nie? Przyjął Miłosz „kukułcze jajo” czy rozpoznał podrzutka? A jeżeli nawet

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 2

Budzę się gwałtownie. Ktoś mnie szarpie za ramię. Otwieram oczy, lecz jeszcze przez chwilę nie bardzo kontaktuję. Dopiero po chwili przytomnieję i przypominam sobie, gdzie jestem? Nade mną stoi Borzysław. To on mną potrząsa, chcąc zbudzić ze snu. Niukowi ani we łbie wyłazić spod stołu. Uniósłszy nieco łeb patrzy na

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 1

Deszcz lał już drugi dzień. Jednostajny szum ulewy nie nastrajał człowieka zbyt optymistycznie – tym bardziej, jeśli się właśnie było w podróży i to w takiej sytuacji, że nawet każdą tylko myśl o jakimkolwiek solidnym dachu należało zawczasu wyrzucić z głowy jako nieziszczalną mrzonkę niepoprawnego marzyciela. Nie, w tym górskim

CZYTAJ DALEJ
2. SPISEK

ODCINEK 10

  Następne dni przelatują tak szybko, że ani bym przypuścił. Bo i jest to czas ze wszech miar pracowity oraz brzemienny w decyzje. Odbyliśmy dwie narady, goszcząc w Unisławowym Źrebie Wszebora i Więcława. Unisław bowiem uznał, że lepiej z nimi najpierw pogadać niż zaraz zawracać głowy żupanom. Przecież ci na

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 9

Nazajutrz wstaję późno. Aczkolwiek słyszałem wcześnie rano krzątającego się po izbie Borzysława, to jednak jakoś nie miałem ochoty uchylić chociażby tylko jednej powieki. I dobrze zrobiłem. Zasnąłem ponownie, pogrążając się w głębokim śnie i nawet powrót żerzcy po porannych modłach mnie nie budzi. Niuk widocznie także ma chwilowo dosyć wędrówek

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 8

Jest już dobrze po południu, gdy zaczynamy zjeżdżać traktem w dolinę Pszczynki – Małą Wisłą obecnie zwaną. I chociaż zbocza doliny porasta gęsty las, zaraz poznaję to miejsce. Przecież w Pszczynie bywałem niejednokrotnie. Stąd pochodziła Mama. Przez moje pierwsze siedem lat życia często bawiłem u pszczyńskiej Babci – szczególnie wiosną

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 7

Tydzień później odwiedzam Suligniewa. Nowe łopaty prezentują się – wcale, wcale! Z lekka zaokrąglone ostrza mogą śmiało konkurować z siekierką. I dałbym głowę, iż są o niebo lepsze, niż nasze, dwudziestowieczne sztychówki fabrycznego wyrobu. Oczywiście mają nieco większą wagę, jako że wykuto je z kawału żelaza, a nie wysztansowano z

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 6

Nazajutrz, po powrocie do Unisławowego Źrebu, wstaję dosyć późno. Wstyd mi się przyznać, lecz po prostu nie mogłem się jakoś zmobilizować, ażeby opuścić przytulne posłanie. Niuk zmęczony trudami dwudniowej wędrówki, także nie wykazywał zbytniej ochoty na wczesne porzucenie legowiska. Tak więc, pomimo iż obudził nas wcześnie ruch w obejściu, uchyliłem

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 5

Większość dnia mamy już za sobą, gdy wreszcie stajemy nad brzegami Soły. Koryto rzeki jest wprawdzie szerokie, lecz woda płynie właściwie tylko jego środkiem – zaś tutaj, gdzie bród, rozdziela się na kilka dosyć płytkich strumieni, dlatego przebycie rzeki nie przedstawia trudności. Za rzeką teren się wznosi, tworząc wysoki brzeg.

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 4

Dawno minęło południe, a my wciąż siedzimy w Borzysławowej izbie, debatując nad uzyskanymi przez żerzcę wiadomościami. I chociaż Borzysław wątpi w mauretańskie srebro, mnie to wygląda na prawdopodobne – tym bardziej, że tłumaczy dlaczego Zelmira wciąż żyje. W przeciwnym wypadku pewnie by już od dawna gryzła ziemię. Pośrednio zaś i

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 3

Przez dwa miesiące, które upłynęły od naszego ostatniego spotkania, Borzysław miał wiele czasu na przemyślenie uzyskanych wtedy wiadomości. Teraz więc by rad powrócić do tamtej rozmowy. I w następnej chwili zostaję zasypany istną lawiną pytań, spod której muszę się mozolnie wygrzebywać. Nim się spostrzegłem, minęło południe. W gardle mi zaschło,

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 2

Nazajutrz budzi mnie ruch w obejściu. Pewnie przyjechał Witomir. Zbieram się do opuszczenia stryszku. Jestem właśnie przy włazie, gdy się raptownie zatrzymuję. Słyszę obcy głos dochodzący z podwórza. W ostatniej chwili łapię Niuka szykującego się do skoku w dół. – Cicho piesku! Waruj! Cicho! – Ostrożnie podpełzam do ściany i

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 1

Dochodziło południe. Gdyby nie konieczność sprawdzenia od czasu do czasu kierunku marszu na kompasie umocowanym u paska zegarka, nigdy bym tego nie uznał. Niebo bowiem całkowicie pokrywały ciężkie, bure chmury, poprzez które nie było najmniejszej szansy zobaczyć słońca, nawet na krótką chwileczkę. Jak gdyby na przekór wskazówkom zegarka zbliżających się

CZYTAJ DALEJ
1. ŁAPACZE

ODCINEK 10

O pierwszych zorzach Borzysław już jest na nogach. Wybiera się witać swego pana, Swaroga nadchodzącego pod postacią słonecznej tarczy. Chyba mnie specjalnie nie budzi – wszak nie jestem wyznawcą słonecznego kultu. Jednak gdy wyszedł i ja opuszczam posłanie. Przemywszy twarz wodą, wskakuję w swe odzienie. Uspokajam Niuka pełnego nadziei na

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 9

Zaledwie ranne zorze nieco rozświetliły mrok spowijający bezkresny bór, po wczesnym śniadaniu opuszczamy zagrodę. Jedziemy we trzy konie, prowadząc jeszcze jednego luzem dla Zbisławy i Stacha. Jesteśmy w pełni uzbrojeni i z niewielkim zapasem żywności na jeden dzień. Wieziemy także spory udziec jeleni, jako dar dla Borzysława. Woda w Małej

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 8

Prawie że do południa schodzi nam na leniuchowaniu. Pogoda się poprawiła. Wprawdzie chmury nie zupełnie ustąpiły z nieba, jednak słońce ma już zdecydowanie więcej czasu, żeby spozierać ku ziemi. Pomimo wciąż wiejącego wiatru zrobiło się ciepło, aby nie powiedzieć – parno. Jeżeli tak dalej pójdzie, to zwłoki spoczywające w „gardzieli”

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 7

Przemko bezceremonialnie ściąga ze mnie derkę. Co, już czas? Wydaje się, że dopiero co zasnąłem. Przejmuję zegarek. Ognisko płonie. Niuk obudził się wraz ze mną, lecz widząc, że jeszcze ciemno, a reszta towarzystwa smacznie śpi, na powrót zwija się w kłębek i rychło ponownie zasypia. Głaszczę jego gęste, czarne futro.

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 6

Widok naszej trójki zapewne zdziwił Czcibora. Spodziewał się raczej zobaczyć Radosza. Opowiadamy o wiecu i jego wyniku. Ze smutkiem kiwa głową, a następnie z niedowierzaniem pyta czy rzeczywiście zamierzamy uwolnić Mirkowego rodzica? Potwierdzamy stanowczo: Pociągniemy za Wyszomirem chociażby i nawet w dziedziny kniazia Medzamira. Zaś po drodze pewnie przydarzy się

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 5

Siedzimy w Czciborowej izbie i jeszcze pełni bitewnego podniecenia, opowiadamy o dopiero co przeżytych wydarzeniach. Unisława niestety w zdobytym obozie nie było ani żywego, ani martwego, bo i taką możliwość trzeba było również wziąć pod uwagę. Zniesiono poległych w jedno miejsce. Zaglądaliśmy każdemu w twarz. Brr! Chyba długo o tym

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 4

Kiedy ranne wstają zorze, Tobie ziemia, Tobie morze, Tobie śpiewa żywioł wszelki: bądź pochwalon Boże wielki! – nucę pod nosem, schodząc wcześnie rano ze stryszku po archaicznej drabinie. Po wczorajszym deszczu bór lekko paruje, zasnuty mgiełkami srebrzącymi się pomiędzy pniami drzew. Sprawdzam godzinę na zegarku. Jest dziesięć po czwartej. Spałbym

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 3

Po nocnej burzy zapowiada się piękna pogoda. Niebo błękitne, bez jednej chmurki. W drodze powrotnej zachodzę nad rzekę zobaczyć czy tama wytrzymała napór wezbranej ulewą Kłodnicy. Tu jednak ze zdziwieniem stwierdzam, że wody w rzece wcale znów aż tak nie przybyło. No tak, przecież wokoło same lasy, zatem woda do

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 2

Z wolna zapada zmrok, więc chociaż mi się wcale nie chce, wracam do zagrody. Niebo, na wschodzie zupełnie już ciemne, przechodzi całą gamą półcieni do jeszcze jasnego – daleko nad czarną i jednolitą ścianą boru na zachodzie. Lecz i tam niebawem nadciągnie mrok. Przymknąwszy wrota, siadam na kłodzie przed domem.

CZYTAJ DALEJ

ODCINEK 1

Zawsze marzyłem o przygodach. Niestety te jakoś nie przychodziły, a jeżeli już któraś raczyła się pojawić, była to taka nędzna – chyba trzeciego rzędu. I albo skręciłem nogę, skacząc z piętrowego łóżka, albo też osmaliłem sobie twarz oraz nafaszerowałem ciało odłamkami elektrycznego młynka do kawy, w którym mieszałem materiał na

CZYTAJ DALEJ
Skip to content