16. MELODIA DUSZY – MÓJ UKOCHANY KONCERT NA TRĄBKĘ

Gdy pierwszy raz usłyszałam koncert na trąbkę Johanna Hummla, to pomyślałam, że byłoby cudownie móc go zagrać. Nic prostszego, ktoś by powiedział – należy wziąć się do ćwiczenia! Niby tak, ale trzeba umieć grać na trąbce i to na wysokim poziomie, bo utwór ten do prostych nie należy. Na dowód tego powiem, że często jest wybierany do programu recitali dyplomowych absolwentów wyższych uczelni muzycznych. Jednak dla chcącego nic trudnego:)))) To było dawno temu, ale podjęta wtedy pod wpływem emocji decyzja okazała się być jedną z ważniejszych w moim życiu. Gra na trąbce stała się pasją, a zachwyt nad tym niezwykłym instrumentem trwa niezmiennie mimo upływu lat.

Johann Hummel był przede wszystkim pianistą-wirtuozem. Będąc dzieckiem, uczył się pod okiem Mozarta, który sam wystąpił z tą inicjatywą i przez dwa lata uczył go za darmo. Twórczość Hummla to głównie utwory przeznaczone na fortepian, w których nowatorsko potraktował klasyczne struktury harmoniczne (Sonata fis-moll op. 81 i Fantazja op. 18). Stało się to na 5 lat przed powstaniem Beethovenowskiej „Hammerklavier”, sonaty B-dur op. 106 nr 29! Wśród jego dzieł znajdziemy koncerty fortepianowe, msze, opery, balety, a także bogaty wybór muzyki kameralnej.

Odbył liczne podróże koncertowe m.in. do Wielkiej Brytanii, Rosji i… Polski. W 1828 roku wystąpił w Warszawie, wzbudzając podziw samego Fryderyka Chopina. Generalnie muzyka Johanna Hummla odzwierciedla przejście od ery klasycznej do romantycznej. Zapytacie, gdzie tu miejsce na koncert trąbkowy? Sama się dziwię 🙂 Pomimo usilnych poszukiwań nie znalazłam żadnych szczegółów dotyczących genezy powstania tego znakomitego dzieła. Wiadomo tylko,że utwór został skomponowany w grudniu 1803 roku, a wykonanie przypadło na Nowy Rok 1804. Nie umiem o nim pisać bez emocji, rozkładając na części pierwsze! Powiem tylko, że począwszy od dosyć długiego wstępu orkiestry (cz. I Allegro con spirito) i fanfarowego wejścia z tematem trąbki koncert ten wciąga mnie do swojego wnętrza. Im dłużej go słucham, tym więcej odkrywam pięknych motywów zarówno w partii trąbki, jak i akompaniamentu orkiestry. Zresztą dialog pomiędzy nimi jest nadzwyczaj zgodny, nie dochodzi do żadnych, niepożądanych spięć. Druga część (Andante) jest niezwykle sensualna, otulona melancholijnym szalem. Stawia przed wykonawcą trudne zadanie zagrania w wysokich rejestrach delikatnego piano. Jeśli się to uda, bramy nieba otworzą się szeroko 🙂 Niedługo po tej niebiańskiej przygodzie (cz. III Rondo Allegro) wita nas kaskada dźwięków wymagająca od trębacza bardzo dobrego warsztatu, a w związku z tym umożliwiająca pokazanie jego technicznych (i nie tylko) możliwości.

Wszelkie słowa okazują się zbędne w momencie w którym ten koncert komuś się spodoba. W którym się zachwyci jego urodą, nastrojem, jaki stwarza. Słowa przestają być potrzebne. Liczą się uczucia i emocje. Para, która nieodłącznie towarzyszy muzyce. Bez niej nie istniałaby. Przedstawiam wam dwa wykonania koncertu Es-dur na trąbkę Johanna Hummla. Pierwszy w wykonaniu Wyntona Marsalisa, drugi Mauric’a André. O obu panach pisałam w poprzednim felietonie, stąd nawiązanie do nich przy tej okazji. Różnice wykonawcze spróbujcie wychwycić samodzielnie 😉 Miłych wrażeń i owocnej zabawy w krytyka muzycznego!

Wasz nieobiektywny (w tym przypadku) instruktor

 

Udostępnij

Share on facebook
Facebook
Skip to content